Pieprzyk powodem operacji kolana

Tak jak wspomniałem na mediach społecznościowych, wpisy te będą opisami najciekawszych przypadkówpacjentów z jakimi miałem styczność. O tym, które się tu znalazły nie decyduje ich trudność czy złożoność, ale satysfakcja z ich wyleczenia dzięki której można się poczuć jak Dr. House (w podobieństwie takim jak Chihuahua do Malamuta, ale wciąż).

Opis

Pacjentem był mężczyzna w wieku około 35 lat. Zgłosił się z bólem i sztywnością w obrębie prawej pachwiny. Objawy były szczególnie silne rano oraz w trakcie rozciągania, a jakiś czas po rozpoczęciu aktywności fizycznej ustępowały, aby wracać po kilku godzinach.

Objawy narastały do tego poziomu bardzo długo, ale dowiedziawszy się, że utrzymują się na dokładnie takim samym poziomie od kilku miesięcy nie myślałem o jakimkolwiek nowotworze. Szczerze mówiąc w ogóle nie musiałem się za bardzo głowić, bo chwilę później dowiedziałem się, że pacjent miał rekonstrukcję łąkotki w lewym kolanie 2 lata wcześniej.

Badanie

W badaniu okazało się, że dwa ważne mięśnie stabilizujące staw biodrowy prawy były osłabione. Były to mięśnie pośladkowy średni oraz biodrowo-lędźwiowy. Ponadto pachwina oraz jama brzuszna z prawej strony dawały oznaki wzmożonego napięcia. Relację między operowanym kolanem, a aktualnymi objawami potwierdziłem stymulując receptory w obrębie operowanego kolana. Mięśnie stabilizujące prawe biodro odpaliły tzn. zaczęły działać prawidłowo. Co się stało?

W trakcie operacji przecina się skórę oraz powięź. Są to struktury naszpikowane receptorami odpowiadającymi za organizację naszego ruchu. Dzięki prawidłowemu działaniu tych receptorów nasz organizm jest w stanie z niesamowitą precyzją koordynować pracę mięśni względem siebie. Po uszkodzeniu tych „centrów koordynacji” w trakcie operacji układ nerwowy odbiera te miejsca jak czarną dziurę. Osłabione w wyniku tego mięśnie muszą być kompensowane pracą innych, co powoduje ich sztywność z jaką przyszedł właśnie ten pacjent. W tym wypadku był to mięsień grzebieniowy i skośny brzucha wewnętrzny.

Terapia

Polegała na manualnym rozpracowaniu blizny pooperacyjnej lewego kolana. Zastosowałem do tego ręce, piny oraz flossing. Pod koniec terapii rozluźniłem wspomniane „nadpracowujące się” mięśnie i na kolejnej wizycie problem z biodrem był wyleczony już w 50%. 3 wizyty rozwiązały problem w całości. Co stało by się gdybym rozluźnił jedynie mięśnie dające objawy sztywności? Pacjentowi poprawiło by się na kilka godzin, maksymalnie kilka dni. Mógłby kupić 10 pakietów masaży klasycznych, laserów i ultradźwięków na to biodro, a wciąż nie rozwiązało by to problemu.

Ale gdzie kruczek?

Takich przypadków z bliznami przerobiłem już tyle, że nie jest to nic nadzwyczajnego. Dlaczego więc opisałem akurat ten? Po około 30 minutach terapii pojawia się taki przyjemny moment, gdzie już wszystko jest jasne i można w spokoju oddać się pracy. Zarówna ja i pacjent się nagadaliśmy, a jako że oboje byliśmy introwertykami było nam przyjemnie tak nic nie mówić. Podkusiło mnie jednak aby zapytać się, jak doszło do urazu kolana. Okazało się, że pacjent po prostu sobie biegł i nagłe to kolano się mu przeprostowało. Od tak. Operacja z nikąd. Czy aby na pewno?

Wykonując badanie manualne powięzi doszedłem do małej blizny po zabiegu kosmetycznym, polegającym na usunięciu wyjątkowo mocno odstającego pieprzyka. Była to 2 centymetrowa, ale dość gruba kreska między lewą łopatką, a kręgosłupem. Mięśnie kulszowo-goleniowe lewej nogi praktycznie nie działały, nawet po wykonaniu terapii kolana. Mogłem ich opór pokonać jednym palcem, więc nic dziwnego, że tak łatwo doszło do przeprostu. Łapiąc za bliznę jedną ręką i jednocześnie znów testując kulszowo-goleniowe mięśnie działały prawidłowo. Zarówno ja i pacjent byliśmy w szoku tym odkryciem, bo z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że zafundował sobie operację kolana usuwając pieprzyka.

Morał

Każda! Naprawdę, każda blizna może sprawiać problemy. Warto skonsultować się z fizjoterapeutą, aby ocenił jej jakość aby uniknąć podobnych problemów. Podobne to też niezbyt właściwe słowo, bo w swojej praktyce spotykałem już blizny w obrębie kolana powodujące migreny, zaparcia czy łokcie tenisisty. Można to porównać do sytuacji, gdy dentysta mówi że trzeba wyrwać ósemkę. Mus to mus, lepiej zrobić to teraz niż mieć kłopoty w przyszłości.

Łukasz Birycki

Łukasz Birycki

Hej! Nazywam się Łukasz Birycki i jestem absolwentem fizjoterapii na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku i Uniwersytecie Jagiellońskim. Cały czas dokształcam się w kierunku fizjoterapii sportowej i ortopedycznej. Na moim koncie są takie szkolenia jak Cyriax, MTG, FDM, terapia punktów spustowych, a ze strony bardziej sportowej szkolenie trenera personalnego wykonane w Europejskim Centrum Sportu, kurs treningu funkcjonalnego, treningu kettlbel, zdrowego kręgosłupa oraz instruktora Pilatesu. Moją pasją jest sport i mam niezwykłe szczęście mogąc połączyć to z moją pracą. Osobiście zajmowałem się treningiem sylwetkowym oraz boksem, a aktualnie szukam swojej drogi w gimnastyce. Wiedzy szukam u mądrzejszych i poszerzam ją o własną praktykę i obserwację. Mam nadzieje, że to co znajdziesz w artykułach okaże Ci się pomocne i stanie się cennym kawałkiem wiedzy o ludzkim ciele, a więc także o Tobie samym. Miłej lektury!

Zobacz inne nasze wpisy