Jak podejście cranio-sacralne zmieniło życie 90-letniej pacjentki

Przypadek

W takcie pełnienia służby w ramach rehabilitacji domowej często zdarza się, że zlecone zabiegi przez „specjalistę” się nieadekwatne do stanu w jakim jest człowiek potrzebujący pomocy. Nie będę rozwodził się nad tym „dlaczego?” – o tym kiedyś popełnię osobny wpis.

Pacjentka, którą zastałem była w stanie wegetatywnym. Dla każdej osoby pracującej nad poprawą stanu zdrowia i życia innych jest to bardzo smutny obraz człowieka, który oddycha i wypełnia podstawowe funkcje życiowe. Na szczęście pacjentka miała bardzo dobrą opiekę w gronie rodziny, tak wiec powikłania pod postacią np. odleżyn nie występowały.

Pacjentka w wieku 90+, cierpiąca z powodu zaawansowanej demencji, spastyki kończyn górnych i dolnych, zaburzeń wisceralnych z powikłaniami kardiologicznymi i pulmonologicznymi, leczona objawowo przez lekarza geriatrę. Nie zmieniała pozycji, nie mówiła ze znacznym ograniczeniem reakcji na otoczenie.

Wydaję się, że to przypadek beznadziejny, u którego w zasadzie praca fizjoterapeuty/osteopaty to strata czasu i przedłużanie agonii, prawda?

Każdy kto trudni się naszym fachem pewnie pomyśli w ten sposób i będzie mu bardzo przykro, że nie jest w stanie pomóc człowiekowi. Na całe szczęście, nie ma przypadków beznadziejnych – są tylko przypadki gdzie czas terapii, restrukturyzacja homeostazy i jej (ograniczonych z racji wieku) zdolności jest dłuższy. Pamiętajmy że człowiek przez całe życie ma umiejętność regeneracji większej lub mniejszej – jednak nigdy nie zanikającej.

Postępowanie – nieschematyczne podejście do pacjentki

Jak często miewacie, że patrząc na pacjenta, wiecie co zrobić? Po prostu obserwując – to przecież część badania, oglądania. Nie inaczej było tutaj, obejrzałem pacjenta szukając zasadności przeprowadzenie np. terapii manualnej czy chociażby masażu.

Jak wiemy, głównym przeciwskazaniem do zabiegu jest brak wskazań do jego wykonania. Mając znajomość neurofizjologii wiedziałem, że efektorami nic nie zdziałam, więc postanowiłem podziałać nieszablonowo stosując terapię, którą nie każdy rozumie, wielu neguje (prościej negować niż zrozumieć założenia, cel oraz nauczyć się obserwacji i techniki) – terapię cranio-sacralną.

W postępowaniu CST wykorzystałem całą wiedzę zdobytą nt. różnych podejść terapii, jednakże mających ten sam trzon neurofizjologiczny (nie piszę tu o koncepcjach ezoterycznych).

Po zbadaniu restrykcji powięziowych, zaburzeń gęstości tkanek i testów bezpieczeństwa wg. terapii manualnej, przystąpiłem do dzieła. Dzieła, które, jak się okazało – było leczeniem pacjentki.

Opracowanie narządów wewnętrznych dla pobudzenia motoryki, opracowanie 5 przepon osteopatycznych i „kołysanie” opony twardej to były pierwsze, wprowadzające czynności, które miały przygotować pacjentkę do większej stymulacji oraz mnie do nauczenia się reakcji konkretnego pacjenta. Najgorsze co może być to podejście według określonego schematu do problemu człowieka, dlatego każdy terapeuta winien się uczyć pacjenta, jego reakcji – to gwarantuje sukcesy zawodowe.

Pierwsze terapie dały rewelacyjne efekty, pacjenta zaczęła reagować emocjonalnie na otoczenie, poznawać rodzinę i pozdrawiać mnie, swego terapeutę.

W dalszej kolejności wprowadziłem dużo pracy z klatka piersiową, odc. Szyjnym kręgosłupa, przejściem szyjno potyliczym i czaszką. Prócz CST sporo technik było poswiecone drenażowi czaszki by odprowadzać metabolity OUN i dać mu warunki optymalnej pracy i regeneracji.

Efekty terapii

Terapia trwała około roku, z różną częstotliwością tj. raz na tydzień ze stopniowym wydłużaniem przerw miedzy zabiegami, aż do odstępu co trzy tygodnie. Były to optymalne warunki do reakcji OUN i przepracowania przez organizm autoregeneracji.

Efekt?

Pacjenta zaczęła sama aktywizować stawy przez ruch co zmniejszyło przykurcze, mogła siadać, wróciła jej funkcja mowy. Swoje urodziny obchodziła jako człowiek który wrócił z wędrówki. Jej rodzina to płakała, to śmiała się, ze szczęścia? Zdziwienia? Pewnie ze wszystkiego naraz.

To nazywam pracą z człowiekiem, jego potrzebami które trzeba zrozumieć i jeżeli nasz warsztat pozwala – maksymalnie pomóc w jego dolegliwościach. W zamian dostajesz taką satysfakcję, która pozwala Ci pracować ponad normę z uśmiechem na twarzy.

Nie piszę zbyt wiele o metodzie, ponieważ o tym przeczytasz w zakładce metody fizjoterapeutyczne – terapia craniosacralna.

Z osteopatycznym pozdrowieniem!

Tomasz Łukawski

Tomasz Łukawski

Założyciel Tomasz Łukawski osteopatia fizjoterapia masaż. Fizjoterapeuta po Uniwersytecie Jagielońskim Collegium Medicum, obecnie student Medycyny Osteopatycznej na Akademii Osteopatii. Posiada 11-letnie doświadczenie zawodowe, zdobywane w ciężkiej pracy w szpitalach (oddział hematologi, onkologii, pulmonologii, ortopedii i neurologii) oraz przychodni wielospecjalistycznej zajmującej się najbardziej skomplikowanymi przypadkami, różnych specjalizacji z całej Polski. W 2018 r podczas targów "Bliżej zdrowia - bliżej natury" wygłosił obszerny referat po tytułem: "Synteza metod fizjoterapeutycznych jako możliwość holistycznej diagnostyki/leczenia pacjenta". Uczestnik wielu kursów i konferencji naukowych, które poszerzyły horyzonty zawodowej pasji. W wolnych chwilach miłośnik literatury pięknej, sztuki, przyrody oraz jazzu i filmów z Jamesem Bondem.

Zobacz inne nasze wpisy